Rozliczenia, zadania i klienci są w jednym arkuszu, który rozumie jedna osoba
Arkusz rósł latami: kolejne kolumny, kolory i formuły. Dziś tylko jedna osoba wie, jak go uzupełniać, a gdy jest na urlopie, część pracy staje.
Skąd to się bierze
Excel to świetny początek. Kłopot pojawia się wtedy, gdy kilka osób potrzebuje tych samych danych naraz, ktoś chce zobaczyć bieżące prace na ekranie w biurze, a historia zmian i uprawnienia zaczynają mieć znaczenie. Arkusz staje się systemem, którego nikt nie zaprojektował.
Jak to rozwiązuję
Najpierw sprawdzam, czy aplikacja jest już potrzebna. Excel wystarcza, gdy pracuje w nim jedna osoba, a utrata danych by nie bolała. Czas na aplikację jest wtedy, gdy dane wprowadza wiele osób, potrzebujesz ról, historii i raportów albo gdy firma zależy od jednej osoby. Zaczynam od najmniejszej działającej wersji, która odtwarza obecny arkusz, i rozwijam ją według uwag użytkowników. Robię to w ramach aplikacji wewnętrznych na zamówienie albo uczę zespół robić to samemu na warsztatach.
Przykład z praktyki
Firma wykonująca kilkaset przeglądów budowlanych rocznie prowadziła dokumentację w Wordzie i Excelu. Dziś protokół powstaje w aplikacji jednym kliknięciem, a dane tysięcy protokołów leżą w bazie, którą da się przeszukać: case study.
Napisz lub zadzwoń. W 15 minut opowiesz mi o swoim arkuszu i ocenimy, czy już czas na aplikację.
